Chojnow.pl
Zapoznaj się z naszą Polityką prywatności
facebook twitter YT IG
Logowanie Rejestracja
REKLAMUJ SIĘ NA CHOJNOW.PL SPRAWDŹ NASZĄ OFERTĘ BANERÓW I ARTYKUŁÓW SPONSOROWANYCH

Pojezierza - wyprawa rowerowa chojnowskiego podróżnika Rafała Wyciszkiewicza [cz. 1]

Autor Rafał Wyciszkiewicz
Data utworzenia: 14 wrzesień 2022, 13:33 Wszystkich komentarzy: 0


Pojezierza - wyprawa rowerowa chojnowskiego podróżnika Rafała Wyciszkiewicza [cz. 1]

Chojnowski miłośnik podróży rowerowych Rafał Wyciszkiewicz ma za sobą kolejną udaną wyprawę. Zapraszamy do jego szczegółowej relacji.

Zanim wyruszyłem na swoją dwunastą wyprawę, dokonałem zakupu nowych sakw tej samej polskiej firmy Crosso, gdyż poprzednie po 17 latach, straciły wodoodporność. Nie zastanawiałem się długo gdzie pojechać w tym roku, bo mało jest już regionów, do których nie dotarłem. Dwa lata temu było wybrzeże, ubiegły rok Jura, więc teraz obrałem kierunek na pojezierza...

Pierwszy dzień, dystans 102 km

Pociągiem z Rokitek dojechałem do Żagania, ale mało brakowało a musiałbym o dzień przełożyć wyjazd, spóźniając się na pociąg, bo wpadłem do niego z jęzorem na wierzchu, kiedy ten stał już stał na stacji. W Żaganiu byłem już cztery lata temu, wracając z wyprawy. Teraz ponownie sfotografowałem okazały pałac książęcy, ale tym razem już z drona, oraz odwiedziłem miejsce dawnego stalagu, gdzie w czasie II WŚ doszło do słynnej ucieczki tunelem dwustu jeńców. Niestety tylko trzem udało się uciec, bo wszystkich pozostałych wyłapano a większość rozstrzelano. Na podstawie tej historii, w 1963 roku w Hollywood, powstał film "Wielka ucieczka", który zdobył Złoty Glob, ze Steve McQueenem i Charlesem Bronsonem w rolach głównych.

Miejsce dawnego stalagu jenieckiego w Żaganiu


Pałac Książęcy w Żaganiu

Panorama Żagania

Tuż przed Zieloną Górą, w Ochli, zwiedziłem jeden z trzech na tej wyprawie skansenów. Bardzo lubię je zwiedzać i cieszy mnie, że są, gdyż tylko tam można zobaczyć, jak mieszkali nasi przodkowie.


Skansen w Ochli

Następnie wjechałem do Zielonej Góry, w której do tej pory byłem tylko przejazdem. Miasto zaskoczyło mnie podjazdami i... fajnymi ścieżkami rowerowymi. Tutaj sfotografowałem amfiteatr, gdzie przed laty odbywał się słynny Festiwal Piosenki Radzieckiej...


stadion żużlowy Falubazu...


a w Rynku figurki Bachusików, których w mieście jest ponad 50 i stanowią taką samą atrakcję, jak wrocławskie krasnale. Jak wiadomo miasto i okolica słynie z produkcji wina, a Bachus jest jego patronem.


Co roku na początku września, odbywa się tu przez kilka dni impreza z tym związana, i tak się składa, że zawitałem tam znowu, na ostatni jej dzień. Poprosiła mnie koleżanka, która była tam na kończącym imprezę korowodzie, ze swoją grupą teatralną, bym porobił im zdjęcia.


Następnie skierowałem się w kierunku Odry. Jadąc dwa kilometry jej wałem, w kierunku przeprawy promowej w Brodach, sfotografowałem trzy bunkry. Miałem szczęście - promy wznowiły kursowanie zaledwie trzy dni wcześniej, gdyż niski stan wody je unieruchomił na dłuższy czas.

Bunkier MRU na wale Odry


Przeprawa promowa na Odrze w Brodach

Tuż za Odrą w Bródkach zatrzymałem się na nocleg, ale zanim gospodyni się zgodziła, musiałem ją zapewnić, że jej nie zamorduję haha. Szybko zyskałem jej zaufanie, bo po kilku minutach przyniosła mi dzban herbaty, pączki i... kiełbachę, ale tej musiałem odmówić, ponieważ od prehistorycznych czasów z mięsa jem tylko ryby. Rano zaprosiła na kawę i ciasto, które skonsumowałem w obecności całej rodzinki, bo ta się zjawiła na śniadaniu. Zawsze mam takiego pecha, że już na początku wyprawy podczas snu, ukąsi mnie jakaś zaraza i to w najgorszą część ciała, czyli kolano, które mi spuchło, a nie muszę mówić, czym ono jest dla rowerzysty. Cierpiałem przez 4 dni. Kilka lat temu miałem podobnie, ale od przeciążenia i byłem wtedy o krok od przerwania wyprawy.

Drugi dzień, dystans 83 km

Pierwszym jeziorem na trasie było Ciborze w... Ciborzu.

Dawna jednostka Wehrmachtu w Ciborzu

Jest to osada składająca się z samych koszarowców. Przed wojną były tu bowiem koszary Wehrmachtu, później stacjonowały w nich wojska radzieckie a następnie polskie. Od 1958 roku mieści się tutaj szpital dla nerwowo i psychicznie chorych. Kolejnym jeziorem, było popularne Jezioro Niesłysz w Niesulicach.

Jezioro Niesłysz w Niesulicach

Nad tym rozległym i malowniczym akwenem, znajduje się kilka ośrodków wypoczynkowych i baza ZHP. Następnie dojechałem do Łagowa, który położony jest nad dwoma, połączonymi kanałem jeziorami o długości 9 km.

Jezioro Łagowskie

Nad jeziorem Ciecz w Łagowie

Panorama Łagowa


Zamek w Łagowie

W środku miejscowości znajduje się zamek, co jeszcze bardziej dodaje jej klimatu. Byłem tu po raz pierwszy i przyznaję, że jestem oczarowany tym miejscem. Jego piękno docenili także filmowcy, organizując w nim od 1969 roku festiwal filmowy z udziałem gwiazd kina. Po kilku kilometrach dotarłem do malowniczo położonej na cyplu jeziora Paklicko Małe, miejscowości Wysoka...


Malowniczo położona wieś Wysoka

...by następnie dojechać do jednego z celów wyprawy, jakim był bunkier Międzyrzeckiego Rejonu Umocnień, w miejscowości Pniewo. Jako że dojechałem do niego wieczorem, nie był już czynny, więc postanowiłem tutaj przenocować i zwiedzić go rano. Obawiałem się, że z noclegiem będzie problem, bo wieś tą stanowiły dwa bloki i zaledwie kilka domków, ale z moim szczęściem, udało się znaleźć miejsce pod namiot za pierwszym zapytaniem. Tutaj także ugoszczono mnie kolacją.

Trzeci dzień, dystans 65 km

Po śniadaniu udałem się na zwiedzanie bunkra, do którego od namiotu miałem kilkadziesiąt metrów, dlatego rower zostawiłem w miejscu noclegu. Już od otwarcia, było sporo turystów. Kiedy zbliżała się godzina wejścia, z autokaru wysypała się grupa dzieciaków, co mnie załamało, bo wiedziałem, że ciężko będzie o dobre zdjęcia w takich warunkach. Na szczęście oni mieli inną godzinę zwiedzania. Bunkier w Pniewie należy do Międzyrzeckiego Rejonu Umocnień, który został wybudowany przez Niemców w latach 1934-38. MRU budowało 100 niemieckich firm. Nigdy nie został ukończony, ani nie spełnił swojej roli. Jest najlepiej zachowany i choć został ukończony w 70%, to i tak robi niesamowite wrażenie swoim ogromem. Sięga 30 metrów w głąb, gdzie panuje stała temperatura ok.11 stopni. Trasa jaką przeszedłem, ma kilometr długości, ale są tez dłuższe warianty, gdyż cały MRU połączony jest korytarzami długości 33 kilometrów, co daje obraz, jak potężna jest to budowla, druga tego typu największa na świecie.


Bunkier MRU w Pniewie

Zimą jest w nim i w okolicznych bunkrach, największe zimowisko nietoperzy w Europie Środkowej, gdzie zimuje nawet 40 tys. tych niesamowitych ssaków. Miałem szczęście spotkać na ścianie jednego zabłąkanego osobnika.


Nietoperz w bunkrze w Pniewie

Jak popularne jest to miejsce, niech świadczy fakt, że w ub. roku odwiedziło je prawie 40 tys. turystów. Po kilku kilometrach dojechałem do Międzyrzecza, i udałem się na zamek.


Ratusz oraz zamek w Międzyrzeczu

Niestety był zamknięty, a z drona nie mogłem zrobić zdjęć, gdyż w pobliżu znajduje się areszt, jak się okaże nie ostatni na mojej trasie. Po drodze do Pszczewa, kolejne długaśne na 4 km jezioro Chłop, gdzie przed laty ponoć ośrodek wypoczynkowy miał chojnowski "Dolpakart". Miasto położone jest nad dwoma jeziorami.

Jezioro Chłop


Panorama Pszczewa

Następnie zawitałem na plażę sporego jeziora Lubikowskiego, u boku którego znajdują się trzy mniejsze zbiorniki.


Jezioro Lubikowskie

Zbliżał się czas szukania noclegu, a ja znów byłem w maleńkiej miejscowości z kilkoma domami. Już byłem gotowy spać dziś na dziko (normalnie nie byłby to problem, ale mając ze sobą drona, potrzebuję często ładować powerbanki), bo objechałem jedyną tu uliczkę i nic, aż tu nagle zobaczyłem dziadka zamykającego bramę. Na początku nie chciał się zgodzić, bo to nie był jego dom, ale o tym za chwilę. Chyba mu się mnie szkoda zrobiło, bo po chwili brama się ponownie otworzyła. Okazało się bowiem, że trafiłem do... ogrodnictwa a on był tam stróżem. Tak więc po raz pierwszy nocowałem między szklarnią a jeziorem, oddalonym o kilka metrów od namiotu.


Tu w ogrodnictwie nad jeziorem spędziłem noc

Uprzedził mnie tylko, żebym się nie wystraszył, jak usłyszę głosy o 5 rano i to nie będzie potwór z Loch Ness, a raczej Gorzycka Wielkiego, tylko robotnicy budujący kolejną szklarnię. Zapewne oni też się nieźle zdziwili, widząc nieznany obiekt haha.

Czwarty dzień, dystans 63 km

Zaledwie po 3 kilometrach znalazłem się z Międzychodzie, położonym nad dwoma jeziorami. Na Rynku miasta sfotografowałem pomnik osiołka z kankami mleka, który ma ciekawą historię.

Osiołek na międzychodzkim Rynku


Panorama Międzychodu

Okazuje się, że w tym miejscu dawniej była mleczarnia i właśnie osiołek dostarczał do niej mleko z pobliskiej wioski, po czym sam wracał do domu. Był ulubieńcem mieszkańców, pojawiając się z opiekunem na różnych miejskich imprezach i kiedy tylko zbliżał się do Rynku, nie bacząc na nic, gnał na miejsce dawnej mleczarni. Za miastem zaczęła się drogowa masakra, czyli piaszczysty, pięciokilometrowy trakt, gdzie przez większą jego część nie dało się jechać, więc trzeba było pchać bicykl. Do tego straszny upał, pagórkowaty teren i żadnej wioski na horyzoncie. Przyznam, że był to jeden z najgorszych odcinków w mojej wyprawowej karierze.


Piaszczysta droga przez mękę

A to nie wszystko, gdyż tego dnia miałem jeszcze dwa podobne odcinki po 3 kilometry. Wybiła czternasta godzina, a ja na liczniku miałem zaledwie 20 km. Jakby tego było mało, wywrócił mi się rower, przez co pękła śruba mocująca bagażnik. Na szczęście wziąłem zapasową, bo miałbym wielki problem. Chciałem jezior, to raczej asfaltów wokół nich nie mogłem oczekiwać, ale też nie spodziewałem się, że drogi te mogą być piaszczyste, jak wydmy w Łebie. Od tego dnia pytałem ludzi, czy droga przede mną jest asfaltowa.

Niestety zazwyczaj wybór jest między dobrym asfaltem z dużym ruchem, a kiepską mało uczęszczaną drogą. Dlatego zamarzyłem o asfalcie, ale kiedy przez kilkanaście kilometrów jechałem bardzo ruchliwą drogą krajową, znowu zamarzyłem o... polnej. Tak to już jest. Lecz z dwa razy zdarzyło się, że jechałem przez kilkanaście kilometrów pięknym asfaltem prawie zupełnie sam, wtedy było wspaniale. Tego dnia byłem w krainie dziesiątek jezior i sfotografowałem ich kilka min: Bielskie, Lubiwiec, Ławickie, Chalinek, Śremskie, Chrzypskie, Wielkie, Radziszewskie, Lutomskie, Jaroszewskie.

Chrzypsko Wielkie


Jeziora Ławickie, Chalinek i Śremskie

W Charcicach dla odmiany trafił się ciekawy pałac, w którym mieści się obecnie ośrodek leczenia wszelkiego rodzaju uzależnień, ale niestety wstęp na jego teren jest zabroniony. I właśnie w takich wypadkach zbawieniem okazał się dron.


Pałac w Charcicach

Kolejnym miastem na trasie był Sieraków, gdzie sfotografowałem z zewnątrz mało ciekawy, bo odbudowany współcześnie zamek, oraz dużo bardziej ciekawy kościół. Tutaj zaskoczenie, bo miasto nie leży samym jeziorem, ale dwa kilometry dalej znajduje się Jezioro Jaroszewskie z plażą i ośrodkiem wypoczynkowym.

Jezioro Jaroszewskie koło Sierakowa


Rynek w Sierakowie

Zastanawiałem się, czy nie zostać tu na nocleg, lecz postanowiłem zrobić jeszcze kilka kilometrów i ten znalazłem w Górze, również nad jeziorem, a nawet dwoma. Nim tam dojechałem, znowu piaszczystą drogą, zaliczyłem glebę, jak się okaże jedyną na tej wyprawie, co jest aż dziwnie, zważywszy po jakich drogach jechałem. Na szczęście dron w sakwie na kierownicy nie ucierpiał, lecz...nie uprzedzajmy faktów. Co ciekawe, osiem godzin wcześniej przejeżdżałem zaledwie 2 kilometry od tego miejsca. Tak więc zatoczyłem niezłe koło, ale chciałem objechać część tych jezior


Miejscowość Góra, gdzie spędziłem noc

ciąg dalszy nastąpi...


Komentarze

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.