Chojnow.pl
Nasza strona korzysta z plików Cookie. Czytaj więcej.
facebook twitter YT IG
Logowanie Rejestracja
PWSZ Legnica

Chojnowianie z pasją - Maciej Dziuba

Autor admin
Data utworzenia: 20 grudzień 2011, 09:53 Wszystkich komentarzy: 0


Chojnowianie z pasją - Maciej Dziuba

Maciej Dziuba - wiele słów można o Nim napisać. Pochodzi z Chojnowa, zdobył Mont Blanc. Kocha podróże. I swoje miasto rodzinne. Na co dzień mieszka we Wrocławiu, gdzie pracuje. Jednak często możemy Go spotkać na ulicach naszego miasta, do którego chętnie przyjeżdża jeśli tylko ma możliwość. Zresztą – przeczytajcie sami w poniższym wywiadzie co Maciej miał nam do powiedzenia, nie tylko o podróżach i Chojnowie.

Zapraszamy również do obejrzenia zdjęć z podróży Macieja Dziuby w naszej Galerii. Gwarantujemy niesamowite wrażenia - widoki zapierają dech w piersiach!

Oczywiście przyznajemy Maćkowi tytuł "Chojnowianina z pasją"!


Chojnów.pl: Na początek gratuluję zdobycia Mont Blanc.

Maciej Dziuba: Dziękuję bardzo.

Powiedz naszym czytelnikom dlaczego właśnie zdobywanie szczytów górskich? Jak doszło do tego, że postanowiłeś urzeczywistnić marzenia o poznawaniu niedostępnych zakątków naszego globu? Dlaczego góry?

- Dzisiaj wydaje mi się, że góry były obecne w moim życiu „od zawsze”. Wspominam, jak będąc jeszcze w przedszkolu pojechałem z rodzicami w Karkonosze. Trafiliśmy na straszną pogodę. Padało cały dzień, a widoczność była zerowa. Teoretycznie, właśnie takie warunki mogłyby skutecznie zniechęcić mnie do turystyki górskiej. Jednak stało się zupełnie inaczej. Góry o każdej porze roku są inne i prezentują się wielowymiarowo. Wiosna, lato, jesień czy zima sprawiają, że miejsca dobrze znane stają się tymi jeszcze nieodkrytymi, a dodatkowo zmienność pogodowa jeszcze bardziej pogłębia to wrażenie. Wydaje mi się, że żadne inne miejsce nie daje nam tylu wrażeń zmysłowych. W końcu góry to różne strefy klimatyczne i różne wysokości. Jedne są niskie, inne wysokie o rzeźbie alpejskiej, jedne porośnięte trawą, inne z kolei bardzo suche, dzikie lub nie. Całe spektrum doznań. Kiedyś przeczytałem, że George Mallory, znany himalaista brytyjski ery międzywojennej powiedział, że chodzi po górach dlatego, że są. Ciężko to zrozumieć i pojąć, ale w jakiś sposób i moja historia wpisuje się w tę filozofię myślenia.

Jak rodzina i znajomi reagują na Twoją pasję?

- Rodzice są nastawieni pozytywnie do momentu, gdy wyjeżdżam w dobrze znane mi, niskie góry. Znacznie gorzej reagują, gdy wybieram się w miejsca dzikie, gdzie w razie nieszczęścia znikąd pomocy, a góry są o charakterze alpejskim, poprzecinane lodowcami. Wielokrotnie słyszy się o wypadkach w górach. Martwią się o mnie, tak jak ja kiedyś będę martwił sie o moje dzieci. Jest to chyba naturalna kolejność rzeczy? Mam jednak nadzieję, że w głębi serca kibicują mi. Znajomi zaś wspierają mnie w realizacji marzeń. Wiedzą, że to bardzo ważna część mojego życia, bez której najprawdopodobniej nie byłbym Maćkiem Dziubą.


Jak przygotowywałeś się do zdobycia najwyższego szczytu Europy? Długo trwało zanim zdecydowałeś się wyruszyć?

- Nie przygotowywałem się w żaden szczególny sposób do zdobycia Mont Blanc. Nie mam w sobie wystarczająco dużo mobilizacji, by trenować, co często jest przyczyną frustracji. Nie biegam, nie chodzę na siłownię. Na ścianę wspinaczkową wybieram się raczej okazjonalnie. Jedynie do pracy jeżdżę rowerem. Zaś sama decyzja o Mont Blanc czy generalnie o wyjeździe w Alpy kiełkowała we mnie od wielu lat. Wyjazd miał odbyć się rok temu. Niestety nie dostałem urlopu w terminie, który mi odpowiadał, więc w tym roku, gdy tylko znalazł się kompan, nie zastanawiałem sie długo. Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy realizować marzenia.

Podczas wyprawy na Mont Blanc miałeś momenty zwątpienia, gdy pytałeś siebie: „co ja tu robię?” /Co pomogło Ci przetrwać takie chwile?

- Podczas samej wyprawy na Mont Blanc takie chwile szczęśliwie mnie ominęły. Wielokrotnie chciałem się wybrać na najwyższy szczyt Europy. Jedyne co doskwierało mi trochę, to chyba instynkt samozachowawczy. Podświadomie ujawnia się on, gdy zdajemy sobie sprawę, że środowisko, w którym się znajdujemy, choć piękne, to jednak kryje bardzo dużo niebezpieczeńtstw. Szczeliny w lodzie, stromizna terenu, spadające z góry kamienie, choroba wysokościowa, załamanie pogody- wszystko to może się przydażyć i trzeba się z tym liczyć, i oczywiście być na taką ewentualność przygotowanym. Zaś samo pytanie co ja tutaj robię, choć tak naprawdę bardzo logiczne, nie sprawiło mi problemu, bo góry traktuję jako moje środowisko naturalne, gdzie uwielbiam spędzać czas i gdzie czuję się wyjątkowo dobrze.

Jakie są największe problemy związane z wyjazdem i wyzwania podczas takiej wyprawy?

- Tutaj nie mam wątpliwości. Największym przeciwnikiem w realizacji wypraw, jak i innych marzeń jest lenistwo. Z jednej strony pragnie się podążać do przodu i realizować marzenia, z drugiej zaś bardzo szybko się zniechęcamy. Zaraz potem jest brak wiary w siebie i swoje możliwości. To bodajże największy paralizator, który unicestwia ducha. Same problemy związane z wyjazdem, to zadania typowo logistyczne. Przejazd, wybór trasy adekwatnej do doświadczenia. Nie można przecenić własnych możliwości, bo to może doprowadzić do nieszczęścia. Rozsądek to bardzo dobry doradca. Należy pamiętać również o odpowiedniej aklimatyzacji, odpowiednim sprzęcie, itd.

Wyprawami w jakie miejsca możesz się pochwalić?

- Wiele miejsc miałem okazję zwiedzić, choć tak naprawdę gdyby spojrzeć na mapę, jest to tylko malutki skrawek, ułamek tego wszystkiego co chciałbym zobaczyć i gdzie mnie ciągnie niewyjaśniona i bliżej niezidentyfikowana siłaJ. Wraz z Wojtkiem Drzewickim, moim niezawodnym kompanem, odbyliśmy podróż m.in. koleją transsyberyjską nad Bajkał, zwiedziliśmy Zakaukazie, Azerbejdżan, Gruzję, Armenię i Turcję. W kolejnym roku mieliśmy okazję eksplorować Egipt, Jordanię, Syrię i Izrael. Jednak wyjazd do Indii i treking w himalajach wywarły na mnie największe wrażenie. Było jeszcze magiczne Maroko i wyspy:czy to Lanzarote, czy ostatnio Majorka. Oprócz tego, choćby pobieżnie, miałem okazję zwiedzić większość krajów Europy.


Rozumiem, że plany co do następnej wyprawy już są. Możesz je zdradzić czytelnikom Portalu chojnow.pl?

- Planów póki co brak. To znaczy, w głowie kłębi się ich całe mnóstwo, ale nie są one w żaden sposób skonkretyzowane. Myślałem trochę o długiej podróży rowerowej „na koniec świata”, często myślę o kolejnym wyjeździe w Alpy, bądź inne góry o podobnej topografii, jak np. Ałtaj. Na wyższe góry zdecydowanie brakuje mi doświadczenia. Na szczęście, Alpy dają całą gamę możliwości.

A jakie miejsce do zdobycia jest dla Ciebie marzeniem? Taki szczyt-marzenie.

- Nigdy o tym nie myślałem. Poważnie. Nie mam chyba góry - ideału. Na pewno nie jest to Mt Everest. Są góry, które chciałbym zdobyć, jednak mam świadomość, że wejścia komercyjne nic nie wnoszą w dziedzinie alpinizmu, więc myślę, że marzeniem- szczytem byłoby wejście na dziewiczy, trudny szczyt. Wbrew pozorom takich szczytów jest na globie jeszcze bardzo wiele. Jest jeszcze wiele niezdobytych siedmiotysięczników. Więc raczej wolałbym ten kierunek, aniżeli nic nieznaczące wejście na Mt Everest.

Prelekcję, na której miałem przyjemność uczestniczyć nazwałeś „Chojnów na dachu Europy”. Na co dzień mieszkasz we Wrocławiu. Odczuwasz silną więź z rodzinnym miastem? Często tu gościsz?

- Oj tak, z Chojnowem jestem bardzo związany. Tu się urodziłem i spędziłem większość lat mego życia. Tutaj mieszkają moi rodzice i większa część rodziny, którą odwiedzam co dwa, czasami co trzy tygodnie. Więc często i regularnie bywam w rodzinnym mieście. Na codzień faktycznie mieszkam we Wrocławiu, gdzie też pracuję. Chciałbym jednak wrócić do pierwszej części pytania, dotyczącego tytułu mojej prelekcji, „Chojnów na dachu Europy”. Wydaje mi się bardzo ważną sprawą, wartą podkreślenia, że ludzie z małych miejscowości też robią ciekawe rzeczy, nie są bez jakichkolwiek szans. Bardzo chciałbym, by miasto Chojnów, choć małe, tętniło życiem, by mieszkańcy mieli możliwość realizacji zawodowej czy hobbistycznej. Stąd zawsze po wyjazdach próbuje wraz z Wojtkiem Drzewickim zorganizowac spotkanie w bibliotece miejskiej albo MOKSiR-ze, czasami piszemy artykuły do lokalnej Gazety Chojnowskiej.

Co uważasz za swój największy sukces?

- Zdecydowanie za swój największy sukces podróżniczo-górski uważam dwutygodniowy treking w Ladakhu (rejon Indii), w 2009 roku, uwieńczony zdobyciem szczytu Kang Yatse, o wysokości 6200 m.n.p.m. Sam treking był wielką przygodą. Wraz z trójką znajomych spędziliśmy blisko dwa tygodnie z dala od cywilizacji, całkowicie zdani na siebie. Niesamowite jest takie doświadczenie, zupełnie obce większości ludzi. Naszym „ocaleniem” był sprzęt niesiony na plecach, jedzenie skrupulatnie odliczone na dwa tygodnie oraz mapy i nawigacja satelitarna. Wszystkim bardzo polecam zasmakowanie wolności i choćby chwilowe oderwanie się od otaczających nas realiów.

Czym się interesujesz poza trekkingiem?

- Interesuje mnie rzemiosło, dobra kuchnia. Mam tu na myśli przede wszystkim rękodzieło i kunszt wykonania, pomysł, a nie masową produkcję przemysłową. Fascynuje mnie rękodzieło krajów, które odwiedziłem. Np. w Indiach każdy region ma swoją specjalizację. Agra to obróbka białego marmuru, Jaipur to złotnictwo, Kaszmir to papier ryżowy, itd. Podobnie w krajach bliskiego wschodu obserwowałem ręczną pracę młodych rzemieślnikówuczących się zawodu od ojców. Ten rodzaj pracy już u nas nie istnieje. Jeśli zaś chodzi o kuchnię, to wielką frajdę sprawia mi smakowanie świata zmysłami. A jak odkrywać świat nie smakując go zmysłem smaku? Kolejnym punktem koniecznym właściwemu zasmakowaniu świata jest muzyka. Kolekcjonuję muzykę etniczną, o niepowtarzalnym klimacie i charakterze. Dzięki niej przenoszę się w odwiedzane miejsca i marzę o kolejnych. Bardzo mi przykro, chciałem opowiedzieć o czymś nie związanym z podróżami i niestety nie wyszło. Chociaż ostatnimi czasy bardzo zainteresowałem się sztuką nowoczesną, a wszystko to po odwiedzeniu genialnego muzeum Tate Modern w Londynie.


Sądzisz, że w dzisiejszych, ogarniętych kryzysem czasach, łatwo realizować swoje pasje, często wymagające sporych nakładów finansowych?

- Sądzę, że ciężko jest realizować marzenia, niezależnie od tego czy są to podróże, czy zupełnie inne zainteresowania. Niemniej uważam, że finanse to tylko jeden z aspektów, którym trzeba stawić czoła. Wojciech Cejrowski w książce „Gringo wśród dzikich plemion” pisze, że jeśli ktoś chce podróżować, a nie ma na to funduszy, niech sprzeda lodówkę i niech jedzie. Tak też uważam, bo często fundusze, to kwestia dobrej gospodarki finansami. Nikt przecież nie musi jechać na wakacje All Inclusive, a spróbować zorganizować wyjazdy samodzielnie, co już na wstępie powinno zmiejszyć koszta o około połowę. Można również spróbować zainteresować swoim projektem wyprawy sponsorów. Zaobserwowałem, że ludzie często są leniwi. Wolą narzekać, czasami nawet zazdrościć wyjazdów, aniżeli wziąć się za realizację marzeń.

Posiadasz jakieś autorytety, ludzi na których się wzorujesz?

- Imponuje mi Jerzy Kukuczka, drugi na świecie zdobywca Korony Himalajów. Większość szczytów zdobył w znakomity sposób, wyznaczając nowe drogi, w zimie, bądź solo. Ikona światowego himalaizmu i polska duma. Zaś abstrahując od środowiska górskiego, niewątpliwie imponują mi ludzie głębokiej wiary i o mocnej duchowości.

Co poleciłbyś młodym adeptom chcących zająć się zdobywaniem szczytów górskich?

- Nie traćcie czasu na marzenie, lecz skonkretyzujcie wysiłki na działaniu. Istnieją przecież sekcje wspinaczkowe i kluby wysokogórskie, zrzeszone w Polskim Związku Alpinizmu. Jest to chyba najlepsza metoda, by poznać środowisko i „wgryźć się” w temat. Przede wszystkim należy znaleźć w sobie mobilizację i nie bać się realizować marzenia, czego wszytkim, jak również sobie, życzę.

Dziękuję za wywiad i życzę powodzenia w kolejnych wyprawach!

- Bardzo dziękuję.


Komentarze

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Sklep Bigform