Chojnow.pl
Nasza strona korzysta z plików Cookie. Czytaj więcej.
facebook twitter YT IG
Logowanie Rejestracja
PWSZ Legnica

"Najbardziej zależało mi na tych ludziach, którzy tu po wojnie tworzyli historię"

Autor Michał Kamiński
Data utworzenia: 01 sierpień 2014, 08:15 Wszystkich komentarzy: 1


"Najbardziej zależało mi na tych ludziach, którzy tu po wojnie tworzyli historię"

„Chojnowianie znani i zasłużeni 1945-2010” – to ostatnia książka traktująca o naszym mieście. Jak można wywnioskować z tytułu, zawiera informacje o mieszkańcach Chojnowa, żyjących w latach 1945-2010. Autorką książki jest Krystyna Czapska, chojnowianka, która przez około 3 lata zbierała i zapisywała informacje o bohaterach publikacji, by w połowie czerwca tego roku mogła ujrzeć światło dzienne. O początkach, procesie powstawania i zawartości książki „Chojnowianie znani...” rozmawiam z autorką.


- Proszę opowiedzieć o początkach powstawania książki „Chojnowianie znani i zasłużeni 1945-2010”.

- Początki datuje się na rok 2010, kiedy to pan Tadeusz Sznerch – opiekun chojnowskiego klubu literackiego – na jedno ze spotkań klubu przyniósł książkę „Legniczanie znani i zasłużeni” (Legnica jest dużo większym miastem od naszego, zatem książka była grubsza od naszej) i powiedział do mnie „Pani Krysiu, pani miała swoje początki w publikacji traktującej o artystach chojnowskich, nie podjęłaby się pani stworzenia czegoś podobnego?”. Nie było rzecz jasna tak, że mnie wytypował, lecz podsunął taką myśl.

Jestem dość podatna na takie nowości i wszystko co wiąże się z naszym miastem - jestem lokalną patriotką - więc pomyślałam „Czemu nie? Trzeba się za to zabrać!”. Powołałam w związku z tym grupę inicjatywną, w skład której weszło sześć osób i rozpoczęliśmy rozmowy na temat tej publikacji. Najpierw złożyliśmy odezwę do mieszkańców Chojnowa, aby zgłaszali osoby, o których warto napisać. Ukazał się plakat w mieście, że taka publikacja ma powstać, następnie informacja w Internecie, w Gazecie Chojnowskiej aby ludzie zgłaszali propozycje osób, które ich zdaniem powinny się znaleźć i aby pomogli w uzyskaniu informacji o nich. Tak się zaczęło.

Minął rok, nikt nie napisał żadnych biogramów, lecz propozycje osób napływały. W 2011 r. ukazała się lista zgłoszonych do książki. Osób było sporo, około 180-200. W związku z tym, że ludzie tworzący grupę inicjatywną pracują zawodowo, co skutkuje niewielką ilością wolnego czasu wzięłam sprawy w swoje ręce i postanowiłam, że coś trzeba z tym zrobić - zabrałam się do pisania. Postanowiłam, że będę chodzić do ludzi, by opowiadali mi o sobie, o swoich bliskich, a ja na tej podstawie sporządzę notatki.


- Jak zareagowało Pani otoczenie na wieść, że chce Pani napisać książkę o chojnowianach?

- Bardzo pozytywnie. Wielu osobom zależało, żeby coś takiego powstało, bo nie ma tego typu książki o chojnowianach. Jednak podejście sporej części chojnowian było dość sceptyczne, że będzie to bardzo długo trwało i czeka mnie mozolna praca. Mimo to wspierali mnie, namawiali bym próbowała, czasem z uśmieszkiem mówili – może za kilkanaście lat mi się uda.




- Ile trwał proces tworzenia?

- Niecałe trzy lata. Do końca 2011 r. można było zgłaszać osoby, a ja w międzyczasie docierałam do rodzin osób, które nie żyją, gdyż w tym przypadku istniała obawa, że nie będzie później możliwości uzyskać potrzebnych informacji, liczył się czas. Najbardziej zależało mi na tych ludziach, którzy po wojnie tworzyli historię i nie ma ich już wśród nas oraz osobach, które działają na rzecz miasta do chwili obecnej. Nie zabrakło w publikacji chojnowskich artystów, bo czym byłoby życie człowieka bez sztuki. Niektórzy z nich odnoszą sukcesy poza granicami kraju godnie reprezentując nasze miasto.


- W trakcie przeprowadzanych rozmów z rodzinami czy z samymi zainteresowanymi spotkała się Pani z odmową?

- Tak. Był pan, który mnie zwodził przez rok. Miał opowiedzieć o swoim ojcu. Byłam niezwykle dociekliwa, dzwoniłam, pisałam, jednak po czasie uzyskałam informację, że wszystkie materiały uległy zniszczeniu.

Jest wiele osób, które powinny znaleźć się na kartach tej publikacji, lecz niestety ich nie ma, ponieważ miałam problem z dotarciem do nich lub ich bliskich. Może będą w drugiej części?

Ogólnie rzecz biorąc osoby, do których się zgłaszałam raczej mi pomagały, choć często nie od pierwszego spotkania. Byłam bardzo dociekliwa i uparta, namawiałam, kilkakrotnie dzwoniłam, proponowałam, bywało, że dopiero po drugim czy trzecim telefonie ludzie się decydowali zaistnieć w publikacji.


- Jak wyglądały rozmowy z osobami, o których możemy przeczytać w książce? Gdzie się odbywały?

- Umawialiśmy się w różnych miejscach – czy to domach tych osób, czy np. w bibliotece. Słuchałam opowieści o tych osobach bądź ich bliskich, robiłam notatki, później przepisywałam na komputerze, polonista sprawdzał moje zapiski pod kątem stylistycznym.

Książka jest typowo słownikiem biograficznym. Nie zawiera informacji bliskich człowiekowi, odczuć duchowych. Jest typowym słownikiem. Wiele informacji, które otrzymałam od osób, zostały skorygowane w ten sposób, by ujednolicić opisy. Skupiałam się na faktach z życia wziętych, które zaważyły na losach człowieka.

Mimo to wiele osób opowiadało o przeżyciach z dzieciństwa, o dramatycznych chwilach – o tym nie pisałam. Chcąc zawrzeć takie informacje publikacja musiałaby liczyć dużo więcej stron.


- Po wysłuchaniu i sporządzeniu notatek oddawała Pani teksty do autoryzacji?

- Każda osoba po przeczytaniu moich tekstów poświadczała, że jest on zgodny z prawdą.


- Jak reagowały osoby po przeczytaniu tekstów i bliscy tych, o których mowa, których już nie ma z nami?

- Dzieci osób które nie żyją często żałowały, że nie jest to np. biogram pięcio stronicowy, jednak ostatecznie godzili się z zaproponowaną formą. Nikt nie miał pretensji. Byli zadowoleni, co zresztą odczułam w trakcie promocji książki. Wiele osób mi dziękowało za fakt, że teraz chojnowianie mogą przeczytać o osobach, o których nie było słychać przez 20 lat./chodzi o osoby zmarłe/.


- Czy osoby znajdujące się w publikacji są Pani znane?

- Prawie wszystkie osoby są mi znane. Wiele z tych osób, jeszcze jako dziecko, znałam i podziwiałam. W tej książce chciałam oddać hołd osobom, szczególnie tym, których już nie ma wśród nas. Im bardziej płynie czas to pamięć o tych ludziach ginie. Chciałabym, aby chojnowianie wiedzieli kto w naszym mieście zakładał służbę zdrowia, tworzył kulturę, życie religijne.




- Po tylu odbytych rozmowach można powiedzieć, że jest Pani encyklopedią chojnowian.

- To rodziny osób są bazą wiedzy i bardzo im dziękuję za zaufanie i za to, że dostarczyli mi wiele niezbędnych dokumentów.


- Jak wspomniała Pani wcześniej, w książce brakuje wielu nazwisk. W dodatku w tytule widnieje cyfra „1”. Czy planowane są kolejne części „Znanych i zasłużonych”?

- Nie mówię nie, ale nie mówię też tak, gdyż praca nad książką była dla mnie bardzo żmudna. Gdy zaczęłam działania to chciałam, by ta publikacja jak najszybciej ujrzała światło dzienne. Spotykając się z osobami czy bliskimi zmarłych, często rozmowy z nimi trwały bardzo długo, a ja chciałam teraz, natychmiast. Wydawało mi się, że wszystko się za bardzo przeciąga.

Jestem dość niecierpliwa i chciałabym wszystko na już. Czas mijał i sprawy dotyczące ludzi żyjących mogły się zdezaktualizować. Np. pani Repa, która mocno zasłużyła się dla miasta niedawno została odznaczona przez papieża Franciszka jako osoba świecka, co w książce się niestety nie znalazło.

Myślę, że w naszym mieście żyło i żyje jeszcze wiele zasłużonych osób, które warto by pokazać.


- Ukazanie się pierwszej części może zadziałać ośmielająco na tych, którzy wstydzili się pokazać reszcie mieszkańców i odmówili.

- Też tak uważam. Może pomyślą o swoim wujku czy dziadku, który robił coś dobrego na rzecz miasta chociaż nie był na piedestale. Nie ukrywam, że z przyjemnością wysłucham tych osób.

Bałam się jaki będzie odbiór publikacji. Jak się okazało spotkałam się z ogromną życzliwością i pozytywną energią podczas promocji książki.


- Często wśród osób tworzących występuje syndrom niedosytu, chęć zmiany po zamknięciu prac. Czy poczuła Pani coś podobnego również u siebie?

- Żałuję, że książka napisana jest w formie słownika biograficznego, że nie ma opowieści, brakuje emocji. Tylko wtedy istniałoby niebezpieczeństwo, że jeden człowiek chciałby podzielić się swoją historią życia, inny miałby z tym problem. W rzeczywistości mogłoby wyglądać to tak, że jednej osobie poświęcilibyśmy 10 stron, innej zaledwie stronę.


- Proces pisania książki musiał być niezwykłą przygodą. Z jednej strony była pani dziennikarzem, za chwilę psychologiem, pozostając ekonomistką w życiu zawodowym.

Tak, to była niesamowita przygoda ucząca pokory. Cieszę się, że między mną, a osobami, o których pisałam nawiązywała się często nić sympatii. Wiele osób w trakcie słuchania o nich stawały mi się bliskie. Byłam jednak bardzo wyczerpana, przeżywałam ich losy, opowieści o nich traktowałam jakbym czytała wzruszającą powieść. Cieszę się niezmiernie, że tak duże grono osób mi zaufało, opowiedziało o sobie i swoich bliskich, a ja mogłam im za to podziękować wydając tę książkę.




- Jest Pani mocno związana z Chojnowem. Co to miasto ma w sobie, że postanowiła mu Pani poświęcić sporą część swojego życia?

- Jestem patriotką, a szczególnie lokalną. Każda rzecz w tym mieście mnie cieszy. Nie jest mi obojętna żadna sprawa, tutaj się urodziłam uczyłam i pracowałam, tutaj wychowałam moje córki , tutaj mieszkają moje wnuki i moja rodzina , a wreszcie wspomnienia z dzieciństwa , młodości, te dobre i te przykre tak jak w życiu człowieka. Byłam i jestem świadkiem rozwoju Chojnowa , widzę jak pięknieje , jakie możliwości rozwoju oferuje dzieciom i młodzieży. Zawsze chciałam coś robić dla ogółu, mam zaszczepionego bakcyla, który mnie zmusza do działania. Mój ojciec zawsze powtarzał – trzeba pracować by osiągnąć sukces. Zresztą lubię pracować. Moje miasto bardzo kocham, jestem w stanie poświęcić mu znaczną część mojego życia i to robię. A po chojnowianach którzy odeszli ,wierzę że dzięki tej publikacji małe ziarnko piasku zostanie. Chcę ,żeby nasze dzieci i wnuki wiedziały jak było po wojnie, kto zaczął życie w mieście, dzięki komu historia Chojnowa się tworzyła, tworzy i będzie tworzyć.


- Na koniec proszę w kilku słowach scharakteryzować nasze miasto.

- Chojnów swój wizerunek zawdzięcza ludziom, którzy przyjechali tu po wojnie i rozpoczęli życie. Oni utorowali drogę kolejnym pokoleniom. Chojnów miał wspaniałych pionierów, którzy zapoczątkowali świetność tego miasta.


Chojnów to Duży Park na wzgórzu, wiedz,

To Baszta Tkaczy i złamany most.

To zamek Piastów, dwa kościoły

Mimo wielu rzeczy, których mu brakuje, nasze miasto ma wspaniałych mądrych mieszkańców i jest piękne.


Rozmawiał Michał Kamiński



Komentarze

Niektórym ,,znanym i zasłużonym" w biogramach ,,przerosło"ego a niewygodne informacje pominięto?np.p.Repie/banały,typu:odbudowa Koła w Rolniku,organizacja Koła w Ogólniaku/p.Kasprzakowi/jedyne co mu wyszło to likwidacja chojnowskiego szpitala z m.in.z radną Repą/p.Pawickiemu,p.Bisiorkowi/od 1972-1987 co robił?gdzie działał?/
zgłoś komentarz

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Sklep Bigform