Chojnow.pl
Nasza strona korzysta z plików Cookie. Czytaj więcej.
facebook twitter YT IG
Logowanie Rejestracja
  • Polish
  • English
Praca Lidl Grinch Cuprum Arena

A w górach … - cześć 6. Kościół Wang

Autor Jerzy Kucharski
Data utworzenia: 03 grudzień 2013, 15:34 Wszystkich komentarzy: 0


A w górach … - cześć 6. Kościół Wang

Czasami uciekamy w góry chcąc tam się pozbyć swoich problemów. Często się nad tym zastanawiałem. Dlaczego góry? Każde podejście do wyjaśnienia tej zagadki było banalne. To są przecież moje góry. Inni mają swoje jeziora, lasy lub nawet ogródek. Każdy z nas poszukuje takiego swojego miejsca, gdzie mógłby zostać tylko z sobą. Dziwne? Tym kimś, kto nas najlepiej rozumie jesteśmy często my sami dla siebie. Tak nam się wydaje. Niemniej jednak takie miejsce wskazuje nam zazwyczaj ktoś. Kto? Czy to ważne. Ten ktoś wskazuje nam tylko drogę do tej pozytywnej chemii. Bo wszystko to chemia.

Góry mają jeszcze jedną zaletę. Tam z góry nie widać naszych problemów, gdyż stają się mniejsze. Rzeczy nierozwiązywalne same często się rozsupłują.

Tak dzieje się nie tylko z ludźmi. Czasami nie tylko my szukamy i znajdujemy swoje miejsce. Tak stało się również w przypadku małego kościółka z miejscowości Vang w Norwegii. Kościół służył długie lata mieszkańcom. Początkowo użytkowali go katolicy, a od XVI wieku ewangelicy. Z upływem lat mały kościółek stawał się jeszcze bardziej mniejszy dla coraz liczniejszych parafian. Na początku XIX wieku postanowiono go sprzedać, a na miejscu starego wybudować nowy. O sprzedaży drewna z kościoła w Vang dowiedział się Johann Christian Dahl. To jedna z osób w naszej układance. Był on profesorem w drezdeńskiej Akademii Sztuk Pięknych. Architekt, malarz i jednocześnie Norweg. Postanowił ratować wspaniałą snycerkę wykupując drewno za 427 marek. O mały włos, a kościół z Vang nie dotarłby w Karkonosze.

Okazuje się, że niema tego złego, co by na dobre nie wyszło. Kłopoty Profesora Dahla sprawiły, że kościół z Vang nie stanął w jakim skansenie w Norwegii.

Tu wkracza na naszą dziejową scenę kolejny Profesor. Jest nim Hanrik Steffens. To on podsunął pruskiemu królowi pomysł odkupienia drewna z kościółka Vang za 360 marek i postawienie go na Pawiej Wyspie w Poczdamie.

Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują Pawią Wyspę. Pawia Wyspa to nie Karpacz! Spokojnie. Jeszcze nie pojawiła się kobieta. Na razie sami profesorowie i król.

W maju 1841 r. do Vang udaje się z polecenia samego króla Franz Wilhelm Schiertz. Miał on dokonać szczegółowych pomiarów, rysunków i inwentaryzacji. Pod jego kierownictwem dokonano rozbiórki kościoła. Ponumerowane części zapakowano do skrzyń i wysłano do Berlina.

Tu, w Berlinie, królewski architekt na podstawie rysunków sporządził projekt rekonstrukcji świątyni. W swoich pracach wzorował się na podobnych kościołach w Lomen i Harum.


Uwaga! Wkracza hrabina von Reden. Korespondowała ona z królem Fryderykiem Wilhelmem IV, który w Mysłakowicach miał pałac. Była to jego letnia rezydencja u podnóża Karkonoszy.

W jednym z listów zrodziła się idea przekazania kościoła miejscowym ewangelistom. O przewrotności hrabiny niech świadczy fragment z listu: „kościół musi stanąć w górach w punkcie widocznym z Mysłakowic”. I co? I stanął.

Osobą, która miała wybrać miejsce pod budowę kościoła był dyrektor sobieszowskiego zarządu dóbr D. von Berger. Odpowiednie miejsce nie tylko ze względu na swoje położenie, ale i odległość od Borowi i Ścięgien znaleziono koło Karpacza na Czarnej Górze. To tylko 885 m n.p.m.


Decyzja króla sprawiła, że nasza historia małego kościółka z Vang potoczyła się bardzo szybko. Pojawi się również hrabia Schaffgotsch.

W lutym 1842 r. wyznaczono działkę. Hrabia Christian Leopold Schaffgotsch z Cieplic postanowił ponieść wszelkie koszty związane z wywłaszczeniem Roberta Nitsche z owej działki. Krzywda mu się nie stała. Za sprawą hrabiego dostał nową, która znajdowała się obok. Jednocześnie hrabia Schaffgotsch zezwolił na ścinkę drzew w swoich dobrach w Wilczej Porębie dla potrzeb budowy.

Miał gest.

Pracami przygotowawczymi kierował sam królewski budowniczy Hamann.

Wiosną 1842 r. rozebrany kościół ruszył w dalszą wędrówkę z Berlina. Już 17 kwietnia 1842 r. barki dotarły do małej miejscowości nad Odrą, koło wsi Jurcz. Tu w obecności hrabiego Ferdynanda Stolberg-Wernigerode z Legnicy, pod nadzorem kowalskiego cieśli Winklera, przeładowano skrzynie na dziewięć konnych wozów.

Przesyłka królewska zmierzała dalej na południe. Przez Legnicę, Złotoryję, Świerzawę, Jelenią Górę i Cieplice Zdrój, rozebrany kościół dotarł 25 kwietnia do Sosnówki. Przy rozładunku była obecna hrabina von Reden. Może tego nie wiecie, ale hrabina przekroczyła … Wiem, o wieku kobiet się nie mówi. Tu zrobię wyjątek. Pani hrabina przekroczyła siedemdziesiątkę. Wiek nie przeszkadzał jej doglądać prac na budową kościoła.

Co znajdowało się w królewskiej przesyłce? Drewno! W skrzyniach znajdowało się: 61 desek czopowych, 98 bali czopowych, 67 desek stropowych, 102 różne deski i deseczki, 17 innych bali, 31 kolanek, 3 kluby, 32 wiązania, 3 drzwi, 3 zawory, 4 poprzeczki, 4 słupki drzwiowe, 2 obramowania, 14 skrzynek ze snycerką, 14 kolumn.

Z początkiem czerwca rozpoczęto prace przy murze oporowym, który został ofiarowany przez hrabiego Schaffgotscha. Już 13 i 14 lipca przetransportowano z Sosnówki wszystkie elementy kościoła. Następnym krokiem było położenie kamienia węgielnego, które nastąpiło 2 sierpnia. W uroczystości tej brał udział sam król Fryderyk Wilhelm z małżonką no i hrabina von Reden.

Jeszcze rok wcześniej kościół był w Norwegii. Jeszcze muszą minąć dwa lata, aż dokonana zostanie rekonstrukcja nowego Wangu u podnóża Śnieżki. Dlaczego nowego? Powstający kościół nie był tym samym, co kościół w Vang. Hamann kierujący pracami dokonał wielu przeróbek polegających na likwidacji południowego wejścia do prezbiterium i przenosząc je na północną stronę. Hamann zgodnie z sugestiami samego króla zaprojektował wieżę oraz ganek łączący ją z kościołem.

Ocenia się, że w konstrukcji kościoła wykorzystano około 60% drewna oryginalnej sosny skandynawskiej.

Minęły dwa lata. Już 27 lipca 1844 r. do plebanii wprowadził się pierwszy proboszcz, Hermann Werkathin. Plebania i zabudowania gospodarcze powstawała równocześnie z rekonstrukcją kościoła.

Ile to kosztowało? Bez zakupu kościoła w Norwegii i jego transportu, koszt rekonstrukcji kościoła wyniósł 23453 talary, 2 srebrne grosze i 7 fenigów.

Wreszcie nastał ten długo oczekiwany moment. Miało to miejsce 28 lipca 1844 r. W obecności królewskich głów, siedmiorga książąt, budowniczego Hamanna, licznych gości i miejscowej ludności, dokonano poświęcenia kościoła. Autorem wezwania „Kościoła Górskiego Naszego Zbawiciela” był sam król. Dzisiaj bardziej popularna jest krótsza wersja nazwy: Kościół Wang.

Kościół Wang już od początku stał się atrakcją turystyczną. Od czerwca 1845 roku do listopada 1846 roku kościół odwiedziło 3300 osób. Ktoś stwierdzi, że mało. Pamiętajmy, że masowa turystyka rozpocznie się w momencie jak do Karpacza dotrze pierwszy pociąg. To nastąpi dopiero w 1895 roku.

Szkoda, że nie możemy cofnąć się do 28 lipca 1844 r. Musiało tu być tłoczno. Kroniki podają, że była para królewska. Nic nie wspominają o dworze. Kiedyś do Cieplic przybyła królowa Marysieńka. Jej świta liczyła prawie 1600 osób.

No, ale widzę hrabinę von Reden. Pomimo swoich lat zwraca na siebie uwagę. Nie ona, lecz Fryderyk podchodzi do niej. Szkoda, że nie słyszę ich rozmowy. Chyba zwróciła uwagę królowi, że z kobietą nie rozmawia się o pieniądzach. Na kobiety wydaje się pieniądze. Uśmiech królewski wyraża wszystko.

Nie ma króla, dworu, gości. Tłum pozostał.

Plac przed kościołem to zaledwie 30 arów. Jest tu również mały cmentarz, który znajduje się za kościołem. Ostatni pochówek miał tu miejsce w czerwcu 1946 r. Pochowany został wówczas proboszcz Ernst Passaur. Od tamtej pory cmentarz jest już nieczynny. Niemniej jedna warto wiedzieć, że jest to jedyny na Śląsku przykład cmentarza górskiego.


Na środku placu znajduje się fontanna. Została ona wybudowana wraz z kościołem. Pierwotnie była ona zasilana wodami górskiego źródła znajdującego się powyżej kościoła, dzięki czemu wodotrysk osiągał 4 metry.

Warto zwrócić uwagę na wkomponowany w skarpę pomnik, trochę ukryty w zieleni. Znajduje się on naprzeciwko wejścia do kościoła. W takim kształcie powstał on 1908 roku za sprawą radcy Seydea z Jeleniej Góry. Pomnik ten upamiętnia postać hrabiny von Reden, która sprawiła, że mały kościołek z Vang trafił do Karpacza. Pomnik w pierwotnym swoi kształcie powstał na zlecenie króla Fryderyka Wilhelma w 1856 r. Tekst na epitafium ułożył sam król w podziękowaniu za wkład, upór i wysiłek kobiety, która dopięła swego i przyczyniła się do wybudowania najwyżej położonego kościoła w Prusach.

Marmurowy medalion wpuszczony w kamienną płytę przedstawia hrabinę von Reden.


Od strony północnej plac zamyka pastorówka. Budowano ją równolegle z rekonstrukcją kościoła. Za sprawą hrabiny von Reden król zaproponował, by pastorówka została wykonana w stylu tyrolskim. W lipcu 1844 roku wprowadził się tu pierwszy pastor kościoła Wang, Hermann Werkenthin, którego wybrał sam król już w 1842 roku. W październiku wprowadza się tu również kantor Theodor Eisenmanger. Zamieszkał on w kantorówce, która stanowiła osobną część pastorówki.

Od września 1848 roku pastorówka pełniła również funkcję szkoły wiejskiej. Przez krótki okres czasu pastorówka pełniła także funkcję szkoły tkactwa (od 1851 roku).

Pierwszy poważny remont pastorówki miał miejsce w 1905 roku. Wilgoć i grzyb dały się we znaki budynkowi. Ostatecznie budynek został rozebrany w 1974 roku. Dzisiejsza pastorówka pochodzi z 1980 roku. Została wykonana według projektu architekta Karola Kozieła z Cieszyna.


Do 1945 roku pastorówka służyła piętnastu księżom. Po 1946 roku opiekę duszpasterską nad kościołem Wang i stuosobową grupą wiernych, objęli polscy księża ewangeliccy.

Jeśli ktoś sądzi, że pierwsza msza w języku polskim odbyła się po 1945 roku, to jest w błędzie. Została ona wygłoszona w grudniu 1887 roku przez księdza Ericha Gebhardta.

Od strony południowej do kościoła przylega kamienna wieża, którą z budynkiem łączy galeria kolumnowo-arkadowa przykryta dwuspadowym daszkiem. Do budowy wieży użyto ciosów granitowych uzyskanych od hrabiego Schaffgotscha. Pomysłodawcą projektu był król Fryderyk Wilhelm IV. Budowa jej rozpoczęła się latem 1842 roku. W tym też roku wieża osiągnęła 8 metrów wysokości. Została ukończona w następnym roku tuż przed Bożym Narodzeniem. Wieża ma 24 metry wysokości. Jej położenie od południowej strony służy jako ochrona kościoła przed silnymi wiatrami od strony północnych zboczy Karkonoszy.


Zegar na wieży został wykonany przez jeleniogórskiego zegarmistrza Scheera w 1844 roku. Tarcza zegara została odlana w Nowej Soli. W szczytowej części wieży znajduje się konstrukcja nośna dla dwóch dzwonów ufundowanych przez króla Fryderyka Wilhelma IV. Są one dziełem ludwisarza Christiana Ludwiga Puehlera, a odlano je w Gnadebergu. Największy z nich ma średnicę 70 centymetrów. Został on nazwany „Chwałą Chrystusa” za sprawą inskrypcji zaczerpniętej z Psalmu 103. Mniejszy ma średnicę 56 centymetrów. Za sprawą fundatora posiada on cały tekst Modlitwy Pańskiej, dlatego też został nazwany „Ojcze nasz”.

Dwuspadowy, namiotowy daszek pokryty gontem od 1968 roku, wieńczy wieżyczka z żelaznym krzyżem umocowanym tam 15 października 1843 roku. Dach wieży przyozdobiony jest sterczynami w formie smoczych głów.

Jest też i trzeci dzwon ufundowany przez króla. Jest on najmniejszy i znajduje się w kościele nad nawą główną. Nazywa się „Barankiem Bożym”.

Wszyscy jesteśmy? Legniczanka kiwa głową, że tak. To dobrze. To, co? Wchodzimy.


Wejście prowadzi przez główny portal w przedsionku zachodnim. Daszek, który osłania wejście wsparty jest na dekoracyjnych wspornikach. Sam portal jest jednym z czterech oryginalnych portali. Kolumienki pokryte są ornamentami roślinnymi. Kapitele kolumn zdobią lwy nordyckie. Same drzwi pochodzą z XIX wieku. Z prostokątnego przedsionka prowadzą w prawo i w lewo korytarze dookolnego ganka. Wewnętrzny portal, który wiedzie do wnętrza kościoła, pierwotnie był głównym zewnętrznym portalem południowym. W norweskich kościołach główne wejście znajduje się zawsze od strony południowej. Miało to chronić wiernych i kościół przed silnymi oraz mroźnymi wiatrami z północy. Takie usytuowanie wejścia wynikało też z pogańskich wierzeń Wikingów.

Związki z Wikingami widać bardzo wyraźnie na dachu kościoła, który jest przyozdobiony sterczynami w kształcie głowy smoka. Podobne smoki przyozdabiały łodzie Wikingów. Głowy smoków miały odstraszać złe moce od statków i chronić dzielnych podróżników. Sterczyny na kościele również miały chronić wiernych przed demonami.

Kolumny portalowe zostały uszkodzone około 1820 roku za sprawą ustawy przeciwpożarowej, która nakazywała, by drzwi otwierały się na zewnątrz, a nie do środka. Pozostałe wewnętrzne portale znajdują się od strony południowej (dawny zachodni) i północnej (dawny południowy).

Na uwagę zasługuje napis runiczny, który w obecnej postaci jest kopią oryginału, wcześniej umieszczonego z boku prawej kolumny dawnego południowego portalu. Napis ten głosi: „Meinardi rzeźbił mnie Świętemu Olafowi”. Są przypuszczenia, że napis ten może być napisem fundacyjnym lub wiąże się z rzeźbiarzem, który pracował przy wykonywaniu portalu. Za sprawą tego napisu ocenia się, że kościół w Vang powstał około 1250 roku.

Ze starego kościoła Vang pochodzą 4 słupy narożne, 4 kolumny wewnętrzne i 2 kolumny u wejścia do chóru. Wykonane one zostały z drewna sosny skandynawskiej.

Pierwszy ołtarz wykonano w 1843 roku. Główny krzyż został wykonany z pnia dębowego przez mistrza Jakuba z Janowic w 1844 roku. W pracach pomagała mu Caroline von Riedesel, która była krewną hrabiny von Reden. To ona zaprojektowała ornamenty winnej latorośli i kłosów żyta zdobiących krucyfiks. Dwa lata później mistrz Jakub wykonał rzeźbę Chrystusa w drewnie lipowym. W Wielki Czwartek 1846 roku krucyfiks został poświęcony.

Ambonę wykonali miejscowi stolarze z drewna sprowadzonego ze Skandynawii w 1943 r. Chrzcielnicę wykonano z marmury pozyskanego z kamieniołomu w Trzebieszowicach koło Kłodzka. Nie tam została wykonana. Wykonano ją w Berlinie w 1844 roku w warsztatach Cantiano,ego. Służyła wiernym aż do 1974 roku. Obecnie znajduje się w ewangelickim kościele w Zielonej Górze. Na jej miejscu umieszczono drewnianą chrzcielnicę pozyskana z rozebranego kościoła w Dziećmorowicach.

Powoli zbliżamy się do końca naszej wędrówki oraz końca zwiedzania. Jeszcze tylko spacer gankiem dookolnym i opuścimy kościół. Ganek ten chronił kościół przed mrozami i silnymi wiatrami. Rozproszone światło słoneczne dochodzi tu przez 174 okienka. Król jak król, ale jego małżonka chyba miała tu mały problem ze swoją królewską suknią.

Opuszczając Wang warto się zastanowić jak powikłane bywają losy ludzi i nie tylko ludzi. Jakże często podziwiamy coś, co swoje istnienie zawdzięcza innym, dbających, konserwujących. Ten ich wysiłek jest często niezauważany. Warto o tym czasami pamiętać.

Znowu Karpacz. Co dalej? Szefowa grupy już wymogła na mnie kontynuację naszych wędrówek. Uchylę rąbka tajemnicy. Geomorfologia zdominuje następny odcinek. To będzie ukłon w stronę mojego Profesora, Alfreda Jahna.


PS. Paru moich czytelników zapytało się o psiaki ze składowiska. Trudno mi o tym pisać. Dwa zginęły. Mam nadzieję, że poprzez awanturę na składowisku z nowym dozorcą nie przyczyniłem się do ich zniknięcia. Cykor to przecież wielki cwaniak i specjalista w szkole życia i przetrwania. Pysiula przeżyła tu trzy lata. Została Zołza i Kołtunek. Nie ma ich już na składowisku, tak jak i mnie. Posprzątałem, zamknąłem drzwi oraz kłódki i wyjechałem. Nie. Wyjechaliśmy. Ja do domu, one do nowego domu.



Jerzy Kucharski



Komentarze

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.